Wiara to nie obciach!

Data: 29.11.2013

Autor: Jacek Sroka-Ritau

Autor zdjęć: Okukulele flickr.com

  Marek Wałkuski, waszyngtoński korespondent polskiego radia, w książce „Wałkowanie Ameryki” pisze, że Amerykanin wierzący w Boga idąc rano do sklepu chętnie zakłada T-shirt z napisem „Chrystus jest moim Panem.” Często bywam w naszych, polskich sklepach i to o różnych porach dnia, ale jakoś nie miałem szczęśćia spotkać nikogo, kto by nosił koszulkę z takim, bądź podobnym w wymowie napisem. Z Amerykanami w ogóle jest tak, że lubią manifestować swoje poglądy. A jak to jest w Polsce? Różnie. Jeśli już jesteśmy przy T-shirtach, to spotkałem ostatnio silnej postury młodziana, z liściem konopii indyjskiej na klacie i hasłem nawołującym do legalizacji narkotyków, tak zwanych miękkich. Widziałem także dziewczynę, prezentującą na swojej bluzce jakże ważną informację „Jestem dziewicą”. Na plecach rzeczonej bluzki jeszcze bardziej efektownie jaśniała inskrypcja „...ale ta bluzka jest stara.” Swego czasu pojawiły się koszulki z wizerunkiem Chrystusa, ale wnosząc po tym kto, jak i gdzie je nosił (mam na myśli kilku celebrytów wystrojonych na takie czy inne gale) z wyznawaniem wiary miało to niewiele wspólnego. Całkiem niedawno raperzy i roznegliżowane panienki biorące udział w ich wideoklipach używali różańca jako ozdoby. Reasumując, w temacie tekstyliów i ozdób sakralnych wypadamy słabo i karykaturalnie. Z dziennikarskiego obowiązku napomknę, że widziałem kilka koszulek, nazwijmy to chrześcijańskich, niestety ich twórcy nie wznieśli się ponad poziom białej grafiki na czarnym tle, przedstawiającej rybę.   

  Na szczęście Nie jestem stylistą i znawcą mody, więc nie zamierzam utyskiwać na to jak ubierają się polscy katolicy. Ostatecznie manifest T-shirtem to kwestia młodzieńczego buntu, a nie wszyscy jesteśmy młodzianami. Marzy mi się jednak sytuacja, w której wierzący w Boga w naszym kraju będą mieli na sobie niewidzialne, ale za to permanentne, moralne, intelektualne, duchowe ubrania z napisem „Wierzę w Boga i nie wstydzę się tego”. Dlaczego mam to w sferze marzeń? Bo jakoś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dla wielu z nas wiara to rzecz wstydliwa, staroświecka, zaściankowa... Dowód - widziałem ludzi, którzy wchodząc do kościoła wykonywali znak krzyża niepostrzeżenie i ukradkiem tak jakby za ten piękny gest groziło rozstrzelanie, ale może to kwestia przerostu pokory nad odwagą chrześcijańską. Znacznie gorzej jest na forum, bynajmniej nie internetowym, lecz takim, gdzie trzeba wystąpić z otwartą przyłbicą. Tam w kwestiach wiary najlepiej nie wypowiadać się wcale, a nuż ktoś fajny, mądry, czy wiele znaczący, będzie ateistą, lub agnostykiem-satyrykiem. W takiej sytuacji przyznawanie się do Boga grozi obciachem i przykrymi konsekwencjami natury towarzyskiej.

  Tak niewiele trzeba, by uzmysłowić sobie, że wiara to rzecz absolutna, niezniszczalna, znamionująca wartość człowieka. Klękając do modlitwy nie tylko przestajemy być pępkami świata, ale udowadniamy, że uznajemy instancję wyższą niż szef w pracy, kariera czy chęć posiadania czegokolwiek. Większość z nas ochszczonych, modlących się, uczęśzczających do kościoła ma tego pełną świadomość. Dlaczego więc w sytuacji konfrontacji tak często wymiękamy,woląc nie mówić nic, niz powiedzieć coś niepopularnego? Apostolstwo to chrześcijański obowiązek. W naszej szerokości geograficznej i w czasach, w których żyjemy nie grożą za nie żadne represje. Wystarczy – przepraszam za wyrażenie – mieć jaja i zastanowić się nad postawami, wypowiedziami czy zachowaniami polityków, celebrytów, dziennikarzy... Nie bierzmy „jak leci” wizji świata kreowanej przez perfekcyjną panią domu, Kubę Wojewódzkiego czy Marka Mostowiaka. Nie chodzi oczywiście o to by negować wszystko i wszystkich. Wystarczy jedynie założyć sobie filtr, detektor głupoty i bardziej wierzyć w to co się ma w sercu niż w telewizorze.

Pozytywnie

facebook