Poznajcie dzieci z Kibeho!

Data: 15.06.2014

Autor: Jezus Team

Opowieści pochodzą od wychowawców Ośrodka

MARIE CLAIRE

Dziewczynkę przyniosła do nas mama. Mała wyglądała na 4 lata i prawie nie chodziła. Wkrótce okazało się, że Marie Claire ma 6 lat, jest pełna życia, energii i łobuzerskich pomysłów. Odetchnęłyśmy z ulgą... znaczy się zdrowy, normalny dzieciak:). Z tym zdrowiem okazało się jednak różnie. Mała ma bardzo zniszczone oczy, przerost rogówki i destrukcje powiek. Jest u nas od stycznia, a przeszła już dwie poważne operacje okulistyczne. Na domiar złego, mama przestała się nią kompletnie interesować. Nie odpowiada na telefony, nie zabiera dziecka na przerwy, zmieniała adres.
   Pomimo tylu trudności, Marie Claire ma niesamowity dar pogody ducha. Nawet obolała po operacji była najbardziej rozgadanym i zadowolonym dzieckiem w szpitalu. Ciągle podskakuje i śpiewa coś pod nosem.
   Możecie powiedzieć - za mała, by zrozumieć problemy, które ją dotknęły... Marie Claire często pyta o Mamę. Szuka kluczy do domu. Podświadomie wyczuwa, że stało się coś trudnego. Ale nie przeszkadza Jej to cieszyć się chwilą obecną i być bardzo szczęśliwą. Mała dziewczynko, uczysz mnie cierpliwości i prawdziwej radości życia...

JOSEPH

Joseph był uczniem pierwszej klasy. Do szkoły miał niedaleko, w pobliżu swojej wioski. Miał dużo kolegów i dobre stopnie. Zdarzyło się, że zachorował na malarię. Nie pierwszy i nie ostatni to raz. Dostał leki i po tygodniu wrócił do szkoły. Wszystko byłoby dobrze, tylko głowa często go bolała.
   Pewnego razu, podczas zajęć szkolnych głowa zabolała mocniej niż zazwyczaj. Z powodu powikłań po malarii, Joseph w ciągu kilku godzin stracił wzrok. Nieodwracalnie...
   Tato przywiózł go do Ośrodka bez wielkich nadziei na edukację syna. Czego niewidomy chłopak może się w życiu nauczyć? Ale chłopiec nie poddał się. Miał lęki w samodzielnym poruszaniu się, ale dziś biega z innymi. Dobrze się uczy w drugiej klasie, uwielbia samochody. Zwykły - niezwykły dzieciak...

UMUHOZA

Dziewczynkę przyprowadził do nas tato. Miała trochę ponad pięć lat, piękną buzię i zamglone spojrzenie. Wrodzona katarakta. Za późno, by operacja pomogła na tyle, by odzyskać dobry wzrok.
   Pamiętam pierwszą noc, kiedy przyszedł czas, by położyć się do łóżek. Strach i łzy, pomieszane ze zdziwieniem. Do tej pory spała przecież na macie, rozłożonej na gliniastej podłodze lepianki.
   Mijały miesiące, Mała rozwijała się pięknie, radosne, pełne życia dziecko. Tylko tato przynosił coraz smutniejsze wiadomości... Mama w szpitalu, kolejny już raz, wiadomo, że to rak. Zmarła w trzy miesiące po urodzeniu trzeciego dziecka. Miała tylko 26 lat...
   Na pogrzeb poszłyśmy razem. Mała trzymała mnie kurczowo za rękę. Pożegnała się z mamą, przed złożeniem trumny do wykopanego tuż obok domu dołu.
   Przez kilka dni Mała nie odezwała się do nikogo słowem. Nie płakała. Przeżywała dramat swojego sześcioletniego życia w milczeniu. Pewnego wieczoru, gdy przyszłam do dzieciaków z buziakiem na dobranoc, jak zawsze, Mała czekała na mnie w swoim łóżeczku. Zaplotła mi ręce na szyi i wyszeptała do ucha:"To ja już nie mam mamy?" Tu, na ziemi, nie, ale mama jest w niebie i będzie się tobą zawsze opiekować - odpowiedziałam zaskoczona. Na to Mała wpakowała się na moje kolana, wtuliła w czeluści habitu i powiedziała:"No to teraz ty będziesz moją mamą..." Mijały godziny, a ja nadal siedziałam na dziecięcym łóżku wsłuchując się w równy i spokojny oddech dziewczynki śpiącej w moich ramionach...

 ALBERT

Dziś Albert jest jednym z najlepszych uczniów w szkole. Chce zostać nauczycielem niewidomych. Jak sam mówi, otrzymał od Boga szansę, którą chce wykorzystać.
Kiedy Albert stracił wzrok miał około 8 lat. Nie mógł już iść samodzielnie do szkoły i gdy okazało się, że już nigdy nie będzie widzieć, własna matka wyrzuciła go z domu, spakowała resztę rodziny i przeprowadziła się na drugi koniec kraju. Albert został na drodze... Czekał. Wieczorem sąsiadki przyjęły go pod dach, gdzie pozostał kolejne dwa lata.
   Zdarzyło się, że sąsiadki przyszły do Kibeho w pielgrzymce. W kościele parafialnym zobaczyły nasze dzieci i dowiedziały się o szkole dla niewidomych. Kilka dni później przyprowadziły chłopca do Ośrodka. Miały zamiar odwiedzać go często, zabierać do domu na wakacje. Same znalazły się w więzieniu. Dlaczego? Nikt nie wie, stare porachunki sąsiedzkie. Domem Alberta stał się Ośrodek. Zostaje z nami na każdą wakacyjną przerwę. Czy jest szczęśliwy? Chyba tak. Z dumą oprowadza gości. Tłumaczy zasady brajla. Jest u siebie. Stara się uczyć jak najlepiej, by zdobyć zawód i niezależność. Chce tu wrócić już jako nauczyciel. Bo kto, jak nie on, rozumie życie niewidomych w tym kraju?

Pozytywnie

facebook